|
FC Babilon United! Czasem czytam Ida tłenyseven Ten od dzwonka Matka mojego dziecka Haniuta Lubię zajrzeć Change BeeBee Wektor |
takjaklubiszArchive Zespol ten odkrylem jak na zlosc juz po tym jak wystapil na gdynskim Open'erze 2010 (niestety na niedzielny wystep tego zespolu sie nie wybralem bo go nie znalem - frajer!). Tak naprawde jeszcze bardziej pluje sobie w brode, bo dzien wczesniej wybralem sie na koncert Massive Attack i caly czas zadaje sobie pytanie czemu nie polazlem tam tez w niedziele!? Pozniej okazalo sie ze Archive dawalo jeszcze koncerty w Polsce w 2011 :( no to moze wybiore sie do Paryza w XI 2012? :) http://www.youtube.com/watch?v=4ERekF7RGbM&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=OUHAuXsSm6o&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=kgvB-W1IxAQ posluchajcie - jesli nie znacie (choc ten podobno malo znany na Wyspach zespol ma wielu fanow w FR i wlasnie w PL) mike 2011-11-24 16:30:33 skomentuj (0) CZY TYLKO JA TAK MAM? Nie jestem w stanie pojąc profesjonalizmu i rzetelnosci firm nas otaczajacych, z ktorych uslug raz na jakis czas MUSIMY przeciez korzystac. Tak, tak - znowu bedzie marudzenie, ale jak tu normalnie funkcjonowac, gdy tyle drobnych tematow wkurza co rusz, a zenada kolejnych rzeczy nie pozwala przejsc obojetnie. Na przestrzeni kilku ostatnich lat praktycznie KAZDY sprzet ktory kupowalem pierdolil sie albo juz w czasie gwarancji albo tuz po jej uplywie, firmy z ktorymi podpisywalem umowy badz moi najblizsi (Telekomy, telewizje cyfrowe, banki etc) nagabuja Cie co chwile w celu podpisania umow/zmiany umow/nowych produktow/niezrozumialych pism - gdy Ty zas masz do nich sprawe wisisz na telefonie godzinami na infolinii i piszesz pisma, na ktore albo nie dostajesz odpowiedzi albo odpowiedzi sa wymijajace. 1. Dwa miesiace temu kupilem zestaw KD z glosnikami: amplituner onkyo uzywany z powodu malego remontu w domu przez nieco ponad miesiac pierdolnal - nie dziala - nagle sie wylaczyl i nie chce sie wlaczyc, miga czerwona dioda sygnalizujaca awarie, serwis EIC (dystrybutora onkyo) tylko w wawie, mam na ich koszt wyslac im Siodemka paczke - firma ta (7) chyba zarobiona jak FedEx bo ma problem od wczoraj raz ze z komunikacja dwa z wyslaniem kuriera. Sprzet Onkyo niezbyt piekny, Denon i Marantz ladniejsze, ale naczytalem sie (idiota!) opinii na madrych forach ze jakosciowo i jesli chodzi o niezawodnosc to tylko Onkyo ;) Sprzet niby trzy lata gwarancji ale ja sie nie zalapalem bo frajer zapomnialem ze na gwarancji stoi "rok gwarancji standard, jesli w ciagu 45 dni zarejestrujesz towar w necie - trzy lata, zapomnialem, pech, moj blad :) Tak wiec kupilem niezbyt piekny, NIEZAWODNY towar 2. Piec lat temu kupilem kamere sony, 2 miechy po uplywie gwarancji padl mechanizm wysuwania kaset - 300 zlotych musialem wybulic, potem rok dzialala i znowu padlo to samo - nie oplacalo sie naprawiac, kupilem nowa innej firmy (na razie dziala pytanie ile jeszcze hehe) 3. Pralka elektrolux kupiona trzy lata temu - 6 razy naprawiana, czesciowo na gwarancji teraz juz 4 raz za kase, jakis jebany kolnierz ma problem 4. Aparat canon maly 570 czy iles tam - od poczatku nie chcial brac baterii innych niz te z kroliczkiem z reklamy, wkladalem philips, sony, baterie z ikei - pokazywalo "wymien baterie", ciagnal tylko duracele - teraz juz nawet tych baterii 7 razy mocniejszych od innych nie chce ciagnac - do wyrzucenia 5. laptop toshiba - w 15 miesiacu pierdolnal ekran LCD - na szczescie przedluzylem w necie gwarancje - ekran padl na szczescie zrobili na gwarancji Ciekawe kiedy mi plazma padnie ma JUZ 2,5 roku chyba juz czas ... A do Was tez dzwonia tepsy, netie, dialogi, banki i wystarczy jak (w przypadku starszych osob to czeste) ze wyrwani ze snu powiecie "dobra to przyslijcie oferte" - (a przy okazji macie juz z nimi umowe na jakas usluge) - a juz dostajecie pismo "Strony zgodnie ustalaja ze zmienily warunki umowy i od 1 stycznia bedzie Pan placil trzysta zlotych? Wiem, ze niezbyt madry ustawodawca chcial ulatwic w ten sposob obrot gospodarczy, ale czy normalne jest, ze gdy ktos ma jedna usluge mozna dolozyc mu (nieraz niezbyt swiadomemu) 9 dodatkowych uslug i jest to zmiana umowy zgodna z prawem bo za pomoca srodka porozumiewania sie na odleglosc)? Chcialbym aby prezydentem zostal Kononowicz Krzysztof i zrobil ze wszystkim porzadek (w sensie aby nie bylo NICZEGO :) 2010-12-30 12:21:47 skomentuj (0) Z okazji urodzin... Jak zwykle co roku przy okazji kolejnych urodzin nachodza mnie mysli co sie zdarzylo przez ostatnie 12 miesiecy i jaki jest plan na kolejne ;) Zawsze tez zastanawiam sie wtedy, co chcialbym robic w zyciu (hehe gdybym nie robil tego co aktualnie robie). Wlasciwie wszystko co moglbym robic wiaze sie z jakas pasja (ktorej de facto chyba zadnej nie mam ;) albo dokonanym kiedys wyborem drogi zawodowej. Ale do rzeczy. Otoz w wieku pacholecim jeszcze (bo tak nalezy nazwac wiek 19 lat patrzac z perspektywy dzisiejszego wieku) probowalem dostac sie na kierunek studiow zwany Oceanografia. Choc w poprzedzajacym moj wybor roku byl niedobor kandydatow (przyjmowano kiedys zawsze rocznie 20 sztuk na ten kierunek) to akurat tak sie zlozylo, ze w "moim" roku dokumenty zlozylo 200 osob (10 osob na miejsce - dzis nie jest to zaden wynik, bo kazde praktycznie studia sa oblegane ale wiele lat temu oblegane byly jeno prawo, ekonomia, anglistyka i cos tam jeszcze) Kandydat losowal jedno (sic!) pytanie do wyboru: chemia, fizyka (z tym bylem cienki), geografia - na szczescie trafilem na pytanie geograficzne pt "Zasolenie Morza Baltyckiego", z tematu ktorego bylem obkuty i dalem solidny pokaz wiedzy, zas na koniec zaprezentowalem nawet komisji kilka ciekawostek z mniej lub bardziej powaznych ksiazek o tematyce marynistycznej (kto pamieta pozycje Jerzego Pertka "Wielkie dni małej floty" tudziez Edmunda Kosiarza "Bitwy Morskie" - kultowe pozycje kazdej biblioteczki poprzedniego pokolenia z Trójmiasta?) Zadowolony z siebie i ufny w sprawiedliwosc dziejowa i moja swietlana przyszlosc spokojnie czekalem na wyniki egzaminu spacerujac z nadobnymi dziewczetami z mojego liceum nad morzem oraz przesiadywalem na laweczkach sluchajac wspolnie z nimi ulubionych tamtymi czasy The Doors (ech czasy :) Jakies bylo moje zdziwienie gdy okazalo sie ze zostalem oceniony przez Szanowna Komisje na 69 punktów na 100 mozliwych i znalazlem sie poza lista przyjetych - do dzis uwazam ze jest to jeden z nieopisanych skandali (co tez czynie po raz pierwszy - prawo do przedruku moge wydac tylko Tygodnikowi Angora za gruba kaske ;) polskiego szkolenictwa wyzszego - wielu dobrze zapowiadajacym sie marynistom i potencjalnym naukowcom zlamano w mgnieniu oka przyszle kariery oraz pokazano slabosc jednostki w obliczu dzialania rodzacego sie demokratycznego panstwa prawa. Do dzis zastanawiam sie czy nie bylbym znana w swiecie (abo nieznana kij z tym) persona w swiecie badawczo-naukowym zajmujac sie poszukiwaniem i chronieniem wymierajacych gatunkow ryb czy ptakow morskich, byc moze to dzieki mnie zarlacz sledziowy mialby szasne nie wyginac juz okolo roku 2060 albo inne zacne gatunki mialyby wieksze szanse na przetrwanie. Moglbym takze (co jest moim skrytym - ok juz nie skrytym) osobistym marzeniem byc czlonkiem wielu ekspedycji, ktore badaja wraki statkow (Titanic, Lusitania, Mauretania) czy po prostu badaja niebezpieczne i zimne obszary Polnocnego Atlantyku w celu zminimalizowania ryzyka wypadkow rybakow z polnocnych ameryk (vide Perfect Storm z Clooneyem - historia zatoniecia kutra na mieczniki Andrea Gail) Moimi powiernikami i przyjaciolmi bylyby osoby z towarzystwa miedzynarodowego poslugujace sie biegle jezykiem angielskim, oczami wyobrazni widze zespoly pod moim kierownictwem (hehe), do ktorych naleza wysmagane wiatrem, opalone na brazowo szczuple i wysportowane singielki w czapeczkach baseballowych dzielacy ze mna swe pasje, naturalnie musialbym takze "znosic" towarzystwo brodatych gosci w okularach przecislonecznych smierdzacych tytoniem i whisky. Mielibysmy cykle wypraw dalekomorskich, tajemniczych sponsorow, ktorzy bezinteresownie chca cos po prostu zrobic dla swiata oraz pelne rece roboty (wiadomo, nurkom trzeba podac sprzet, zanurzyc i wynurzyc jakies batyskafy i roboty podmorskie) No dobra, ewentualnie moglbym byc znanym snookerzysta, ktory podrozuje po swiecie i pyka w kulki wygrywajac przy okazji 300kola funciakow (wiem, ze nie cwiczylem od 6 roku zycia tak jak zalecaja ale coz z tego - pomarzyc mozna nie? ;) gracias 2010-10-19 12:37:50 skomentuj (0) (Nie) licze godzin i lat... Podobno pare dni temu Dominique Wilkins skończył 50 lat. Wiecie kim jest Nick albo pamiętacie może jego niesamowite wsady? Nie jest to blog erotyczny, więc wyjaśnię od razu, że chodzi o spektakularne wkładanie (? ;) piłki do kosza z góry. W swoich czasach Nick the Quick mógł równać się w widowiskowości swojej gry nawet z samym MJordanem Upływ czasu i plotki sprzed jakiegoś czasu o roztrwonieniu majątku Scottiego Pippena przez jego agenta skłoniła mnie do obejrzenia na Youtube materialu w 5 odcinkach zatytułowanego "Scottie Pippen Retiring Ceremony" - Scottie odszedl z NBA w 2005 roku po wielu latach grania i zdobyciu z MJ 6 tytułów mistrzowskich a później trochę tułał się po innych klubach Ceremonia jest znakomita, są na niej trener Scottiego Phil Jackson (przemawia), Jordan z nalaną nieco facjatą (przemawia), siedzą zas Randy Brown, Dennis Rodman! (smarujący sobie usta szminką), Horace Grant, Bill Wennington, Toni Kukoc, Stacey King ( :) Charles Oakley. Dodatkowo z ekranów mówią o Scottiem: Charles Barkley, John Paxson (tak, ten Paxson od rzutów za trzy) Sam Scottie zaś siedzi cichutko w ciemnym garniturze na krześle obok żony i gromady dzieci (jak on ja biedny wyżywia skoro agent przegrał mu całą kasę ? ;)) Pip jest bardzo poważny, czasem tylko lekko się usmiecha jakby przypominał sobie pewne fakty ze świetnej kariery. Czy Wy nie chcielibyscie byc pożegnani w pracy takimi pieknymi słowami, kórych uzywaja po kolei poszczególni przemawiający ("Scottie we love you, we admire you, we respect you.." .. i ta koszulka z numerem 33 sunąca pod kopułę hali Chicago... Generalnie to były niesamowite czasy w NBA w super gwiazdami nie wykreowanymi sztucznie jak dziś (no, może poza Kobe Bryantem który jest niesamowity), tylko prawdziwymi twardzielami pokroju Karla Malone czy Hakeema i młodego Shaqa oraz wilczkami pokroju Anfernee Hardawaya czy Sama Casella. Nie ma juz takich graczy jak Scottie i Michael ... Kto jest zainteresoany - część czwarta i piąta w ktorych najwięcej sie dzieje ;) http://www.youtube.com/watch?v=r9v1XxywJaU&feature=PlayList&p=099465108BC9A016&index=3 http://www.youtube.com/watch?v=T-VaQp31xwc&feature=PlayList&p=099465108BC9A016&index=2 2010-01-27 11:57:40 skomentuj (2) Dlaczego nie należy bać się zmian czyli ... ... dlaczego nie odszedłem we właściwym czasie z Cyfrowego Polsatu (bo mi się nie chciało bawić z nowym umowami, dekoderami etc a teraz juz mi się CHCE) 1. Umowe zawarłem z Cyfrowym Polsatem pod koniec 2007 roku. Na dwa lata. 2. Przysłali więc pismo, w którym proponują jej przedłuzenie, jako przynętę rzucili mi ochłap w postaci dodatkowych kanałów przez 3 miesiące (nowa umowa miała trwać 18 miesięcy) za tę samą cenę. Nowym klientom dają 6 miesięcy darmowych - ale nic to. Juz to powinno mnie zaboleć i zamiast lecieć w te pedy, przed świętami kiedy były niezłe promocje w N i Cyfrze (kanały HD za darmo, w Polsacie kasuja za każdy) to frajer wziąłem, podpisałem umowę i dzwoniąc uprzednio na infolinię jakoś przed końcem listopada ją wysłałem (stara umowa kończyła mi się 5 grudnia, więc pomysłalem: "spoko, dojdzie") - Pani na infolinii uspokoila mnie dodatkowo, że nie ma problemu musi dojść przed końcem obowiązywania poprzedniej umowy. 3. Przed świętami zadzwoniłem po raz drugi na infolinię i zapytałem grzecznie, czy umowa doszła i kiedy włączą mi nowe kanały (skoro stara umowa była tylko do 5 grudnia) Pani uprzejmie oznajmiła, że moje terminy platności są do 5 każdego miesiąca i wtedy zostaną mi włączone nowe kanały na okres trzech miesięcy. Jako, że uczciwie opłaciłem do 5 stycznia oczekiwałem jak frajer, że obietnica stanie się faktem 4. Niestety AXN Sci-Fi, ani kanału Romantica jak nie było tak nie ma - w związku z czym dzwonię po raz kolejny, odczekuję swoje 13 minut!! i otrzymuje audiencję z konsultantem z Infolinii (tym razem facet). Okazało się, że bardziej kompetentny, bo przynajmniej nie mulił oczu, tylko powiedzial wprost jak wyglądą sytuacja: - propozycja nowej umowy miała ograniczony okres obowiązywania - miała dotrzeć do Cyfrowego PODPISANA do 23 listopada, dotarła jak się okazało 30 listopada, w związku z czym ... nie została wprowadzona do systemu ... ja sie pytam "to dlaczego poprzednie osoby mnie o tym nie poinformowały, czyżby korzystały z innego systemu?" i "na jakiej podstawie w tej chwili czyli 10 stycznia świadczą mi usługę, skoro stara umowa się skończyła, zaś nowa gdzieś tam sobie spoczywa uznana za niebyłą - Pan otóż oznajmił mi to, czego sie spodziewałem i czego mechanizm łupiacy klientów doskonale znam - poprzednia umowa stała się umową zawartą na czas nieoznaczony. W ten sposób oto wprowadzony przez CP dwukrotnie w błąd, wypowiadam umowę i mówię Panu, Panie Libicki: "chwal się pan byciem liderem rynku, ja juz z Panem umowy nie podpiszę" - macie jednego oszołoma mniej na koncie - będzie się z nim (i jemu podobnymi jak nie zmienicie praktyk) męczyła Cyfra albo N :))) Aha: i nie kupię akcji CP! ;) HOWGH! 2010-01-13 12:07:06 skomentuj (0) cz.2 i inne slabe przemyslenia Czasy Total Imal Boys były bezstroskimi latami - dwa razy w tygodniu jezdzilismy z chlopakami na asfalt albo na hale (w zaleznosci od pory roku) z podstarzalymi (jak sie nam wtedy wydawalo - bo mieli kolo 40 na karku hehe) bysnezmenami z ktorych czesc nosila pierwsze telefony Centka zwane popularnie ceglami a Pan Loniek lubil zaimponowac nowa komorka w Audi 80 wiozac nas i dzwoniac do zony: "stara, szykuj kolacje, wanne i dupe" Ilez było smiechu gdy ktoremus z kolegow puscily zwieracze w aucie i krzyknal "ale smierdzi, panie lonku to pan?" ;) Najwazniejsze jednak byly gierki - jako Milan rozprawialismy sie z gigantami podworek i lokalnymi wirtuozami futbolu, mielismy nawet sukcesy w postaci wygranych meczy z druzynami typu Rzemieslnik Reda, z Golebiem zawsze bylismy na szpicy i lubilismy sie "sępić", Gwozdz natomiast był Roberto Donadonim organizujacym nasze swawolne ataki. Po pewnym czasie jednak podstarzale gwiazdy złapaly mnostwo kontuzji (podobno w pewnym wieku najlepszym sportem sa szachy), my rozpoczelismy nowe etapy w naszych zyciach i druzyna Total Imal Boys rozpadla sie. Po kilku latach gdy gralem glownie w kosza, Golab zostal wspolzalozycielem klubu FC Babilon United - formacji, ktora jawila sie raczej jako Zespol Ujawnien Pilkarsko Artystycznych niz bardzo powazna druzyna, lecz jak pokazaly karty historii zespol ten (czasem ze mna w skladzie) odnosil sukcesy w tzw Lidze Salezjanskiej. Tzw treningi zespolu byly czesciowo spotkaniami sportowymi a czesciowo towarzyskimi, czasem przynosilismy na treningi grilla, czasem omawiana byla bardzo dlugo taktyka, nie zmienia to jednak faktu, ze FC BU był i jest WIELKIM KLUBEM. Tak doszedlem do punktu, w ktorym znajduje sie teraz, od trzech lat nie uczestnicze w zyciu sportowym, nie jest mi z tym dobrze, ale nie czynie tez niczego co zmieniloby ten stan rzeczy. Zabrzmialo to pewnie bardzo powaznie - ale skoro za pare weekendow czterdziestka ;) to czas czynic pewne rozrachunki i ogladac bilans dokonac z kazdej strony. W tej chwili moim ulubionym sportem jest sport pt: "jak szybko dzis uda mi sie dojechac z pracy do domu", co nie jest ani smieszne ani budujace, natomiast dzieki duzej ilosci czasu spedzanego w aucie mozna dojsc do dziwnych spostrzezen: - gdy jezdzisz autem - masz mniej czasu dla siebie i mniejsza mozliwosc zobaczenia ciekawych rzeczy po pracy niz nie jezdzac nim - tak, tak - moze brzmi to dziwnie i malo zrozumiale, ale jest w tym duzo prawdy, gdy korzystalem ze srodkow komunikacji miejskiej dzialo sie w moim zyciu o wiele wiecej: a to przeslo sie reprezentacyjna ulica miasta, a to popatrzylo na laski w pociagu, a to bylo wiecej czasu na pisanie, a to kupowalo sie wiecej rzeczy "po drodze" - pierwsza choroba polskich drog jest tzw. wolnozolwiostwo czyli stanie w korku i nie jezdzenie energiczne; jak powinno byc obrazuje to: zapala sie zielone i wszyscy ruszaja, ale nie ... mamy gigantow, ktorzy dopiero szukaja biegu, albo zostawianie 200 metrowych odstepow w korku przez co powieksza sie on jeszcze bardziej - druga choroba to zwezenia drogi (najzczesciej nie zapowiadane nigdzie) i dojazd do nich: wszyscy musza jechac jednym pasem, bo gdy ktos kumaty probuje jechac lewym pasem to zaraz jacys mistrzowie go blokuja albo jada powolutku lewym pasem rowno z autem ktore maja na prawym pasie + teksty na CB "nie wpuszczajcie tych gnojow jadacych lewym pasem!" - trzecia choroba to kozactwo, dobrze pojete kozactwo w 15 letnich trupach w ktorych inni kierowcy musza ci pokazac ze on ma jednak sporo mocy pod noga, nic to ze szrot moze sie rozsypac - on musi byc przed toba A wlasciwie to napisano juz o tych trzech rzeczach dotyczacych jazdy tyle historii, ale niestety nic to nie zmienilo - wiec po co o tym pisac wlasciwie? Koncze Gorlomi - Arrivederci 2009-12-28 12:54:20 skomentuj (0) 36 czyli pare weekendów do czterdziestki W tym cyklu mam zamiar powrocic na tzw pełnej pecie jak to mowia w jezyku pilkarskim do pisania blogaska. Jako, ze sprochnialy zab czasu jest coraz bardziej agresywny , a do czterdziestki zostalo mi juz tylko pare weekendow czyli okolo czterech lat czas zaczac podsumowywac pierwszy etap zycia ;)
Częśc Pierwsza (Życiorys Sportowy - Zarys Wykładu)
Życie moje do pewnego momentu (mniej więcej 33 rok życia) było wielkim pasmem sportowych fascynacji, wzlotów i upadków, okresów wzmożonego interesowania się daną dyscypliną sportu do porzucania jej na rzecz innej, bardziej popularnej w danym okresie lub takiej która uprawiali moi najbliżsi koledzy. Profesjonalne zajęcia ruchowe rozpocząłem już w przedszkolu; tam to właśnie byłem słynnym krzewicielem idei kalos kagatos ;) Gdy inne grzeczne dzieci uczestniczyły w tzw. leżakowaniu ja oddawałem się uciechom robienia „rowerka” koledze Gołębiowi wkładając mu między palce u stóp zapalone kawałki papieru, tudzież „ptaka” polegającego na bezgłośnym ruszaniu uszami kolegi Świstaka w rytm marsza Mendelsona. Należy nadmienić także ze w owych czasach najbardziej ekstremalnym doznaniem było obserwowanie podczas np. spaceru zwisających gili z nosów kolegów z przedszkola.
Jeśli chodzi o szkołę podstawową to oczywistym jest, że uczęszczałem jak większość dzieci na zajęcia z rytmiki, które z powodu standardowych problemów lokalowych odbywały się w tej samej sali 25 metrów kwadratowych, w której przed chwilą pisałem piękne eseje o smaku malin. Zajęcia te cechowały się pewną powtarzalnością, ponieważ jeśli mnie pamięć nie myli polegały na tym, że w rytm muzyki 35 dzieci (ech te wyże demograficzne) chodziło w kółko, gdy zaś z niewiadomych mi wtedy przyczyn muzyka przestawała grać należało się zatrzymać i „wkręcać żaróweczki” tudzież kopnąć w dupę kolegę.
Po krótkiej acz ekstremalnej przygodzie w kółku szachowym w III klasie szkoły podstawowej uznałem, że nadszedł czas na mniej stresującą i męczącą dyscyplinę sportu. Podczas pobytu na wczasach w Zgorzałem zostałem wczasowym mistrzem młodzików w kręgle, skupiłem się tedy przed kilka miesięcy na rozwijaniu fascynacji tą dyscypliną sportu prenumerując profesjonalne czasopisma „Młody Kręglarz”, „Kręgi i Kręgle”.
Prędko jednak uznałem, iż prawdziwą radość dają tylko sporty zespołowe, w których jednak jeden zawodnik może przesądzać o wyniku konfrontacji czyli mówiąc językiem ulicy „sępić się” i nikomu nie podając sam decydować o wyniku. Takim to sportem jest piłka nożna, w której bardzo ważna oprócz umiejętności jest charyzma, tembr głosu i mięśnie. Jako początkujący plejer nie miałem żadnej z tych rzeczy, więc stwierdziłem, ze warto z chłopakami pokopać „szmaciankę”.
Był to okres, w którym posiadanie futbolówki podwyższało wyobrażenie kolegów o morowości typa więc poprosiłem rodzicieli o zakup piłki. Była to przepiękna piłka kolorem przypominająca południowy owoc w stanie gnicia, a kształtem piłkę do rugby ponieważ wystawały z niej profesjonalnie utkane we włókienniczej wówczas Łodzi sznurki, które zabezpieczały wentyl. Taki to przedmiot zaniosłem na boisko nazwane później legendarnym San Siro mieszczące się przy lesie między blokami nr 4 i 6 w jednej z gdyńskich dzielnic.
Starsi koledzy z podziwem obejrzeli piłkę i tylko mojej dobrej, acz krótkiej pamięci możemy zawdzięczać to, że nie pamiętam który z nich kopnął ją wysoko świcą w górę tak, że spadła ona z impetem na okoliczne krzaczory, które posiadały wydatne kolce. Tak oto smutno zakończyła się historia mojej legendarnej piłki. Od tego czasu cieszyłem się jednak mirem u starszych kolegów jako były posiadacz tej „śmiesznej piłki co to się przebiła”. Dostąpiłem więc wraz z kilkoma kolegami w moim wieku (Gołębiem, Gulonem, Gwoździem i Kenuszkinem) zaszczytu podawania starszym kolegom piłek kopniętych w las o górce stromej jak szyb górniczy, zwiedziliśmy wówczas okoliczne miejsca w borze ucząc się trudnej i przydatnej sztuki szukania grzybów.
Gdy podrośliśmy, przejęliśmy boisko dla swoich potrzeb. Rozgrywane były tam mistrzostwa świata, Europy, Australii i Oceanii, rozgrywki siatkonogi. Należy nadmienić, że boisko to było także przystosowane do gry w siatkówkę i tenisa, lecz zawsze przepędzaliśmy precz chętnych na grę w te dyscypliny sportu. Na San Siro właśnie kształtowały się nasze piłkarskie charaktery, Naila fascynowała gra Roberto Donadoniego, mnie Marco Van Bastena, jak kazałem się nazywać, kogo naśladował Gołąb nie pamiętam, ale chyba był to Ryszard Tarasiewicz bądź Wandzik Józef
Przez kilka lat niepodzielnie panowaliśmy w naszej mekce futbolu, aż zainteresowały się nami podstarzałe już nieco gwiazdy piłkarskich aren i sal gimnastycznych: Loniek, Eryq und Zbichu, z którymi stworzyliśmy zespół Total Imal Boys będą tematem następnej części ... tu bi kontinjud...so stej tjund 2009-11-20 10:51:30 skomentuj (0) |
|